Niniejszy cykl ma być próbą spojrzenia na muzykę moimi oczyma. Nie będą to więc ani recenzje, ani informacje, ani ploteczki, lecz raczej subiektywne opowiastki o moich ulubionych płytach, a jest ich naprawdę dużo. Są wśród nich pozycje zaliczane do światowej klasyki, ale też wiele jest tytułów, które nigdy nie gościły na listach przebojów i w programach większości polskich stacji radiowych. Ot, takie moje “wynalazki”.
Zacznijmy jednak od samiuśkiego początku. Pierwszą prawdziwą, zagraniczną płytą, jaką miałem na własność, była niemiłosiernie zjechana mała płytka, tzw. singel, z dwoma nagraniami Elvisa Presleya. Były to “Blue Moon” i “Just Because”, a więc piosenki nie należące do grupy jego największych przebojów. Nie miało to wówczas (a były to wczesne lata 60.) dla mnie większego znaczenia. Miałem własną płytę Elvisa!
Musiałem zorganizować do niej specjalny krążek, ponieważ w środku mój skarb nie miał małego otworu, lecz dużą dziurę, pasującą do niektórych zmieniaczy płyt i niektórych szaf grających, których zresztą w Polsce nie było. Gramofon Bambino, pośród szumów, odtwarzał w nieskończoność te dwie piosenki, a ja siedziałem zachwycony, wpatrzony w kręcący się z szybkością 45 obrotów na minutę wizerunek psa słuchającego głosu pana.
Minęło 40 lat, a ja nadal odczuwam szczególny dreszcz, kiedy słyszę nagranie Presleya, a nawet kiedy widzę tego słuchającego psa. Wtedy były to symbole niemal nieosiągalnego, wolnego świata, którego strzępki ówcześni władcy, którzy wszystko wiedzieli lepiej, wpuszczali przez szparkę do Polski.
Dodatkowym utrudnieniem w poznawaniu zakazanych piosenek z Zachodu była słaba znajomość angielskiego nie tylko słuchających, ale i nielicznych propagujących. Już w samych tytułach, a właściwie ich tłumaczeniach, znajdowały się piękne kwiatki. Na przykład piosenka “Burning Bridges” (Paląc mosty) tłumaczona była jako “Płonący narzeczeni”. A utwór “Run Away Child, Running Wild” (Uciekaj, dziecko, jak szybko możesz) pojawiał się na polskiej antenie jako “Uciekaj dziecko, nadbiega bestia”.
Możemy sobie więc wyobrazić, jak wyglądała znajomość tekstów piosenek. Nawet te najprostsze, rockandrollowe, przeboje z lat 50. przysparzały kłopotów językoznawcom.
Źródło: gazeta.pl